Strony

środa, 29 lipca 2015

Skrzynka na zioła

No cóż - przyznaję się bez bicia - deku mnie jednak wciągnęło :D
A że w mojej kuchni dzieje się ostatnio rewolucja kulinarna w związku z moją dietą, to musiały zagościć tu też ziółka - kupiłam bazylię, tymianek i rozmaryn, ale były w brzydkich doniczkach, więc je przesadziłam do jednakowych i nakleiłam wydrukowane nazwy. A wszystko wsadziłam do skrzyneczki którą zrobiłam ze skrzynki przyniesionej z Biedronki - po kapuście :D

 I drugą stronę też zdekupażowałam - jak mi się jedna znudzi to sobie obrócę :)

Skrzyneczkę zgłaszam do zabawy u Diany - link

A w środku skrzyneczki doniczki wstawione w plastiki po jakimś jedzeniu, żeby woda mi się nie lała na parapet przy podlewaniu:

Muszę się Wam też pochwalić, bo byłam w poniedziałek u dietetyka na kontroli i schudłam przez miesiąc 5,5 kg! :D Jestem taka szczęśliwa :) Jak zaczynałam dietę 29.06 ważyłam 90,5 kg, w biodrach miałam 119 cm, w brzuchu i klatce piersiowej 110 cm. Teraz równo miesiąc po rozpoczęciu diety ważę 85 kg, w biodrach mam 3 cm mniej - 116 cm, w brzuchu 8 cm mniej - 102 cm, w klatce piersiowej 5 cm mniej - 105 cm :) No i w poniedziałek mam dostać jadłospis na kolejny miesiąc,z uwzględnieniem moich uwag co bym chciała zmienić w dotychczasowym jadłospisie - jakie jeszcze dania włączyć, a które zaproponowane przez dietetyka mi nie smakują.
Także dziewczyny - jeśli któraś z Was się zastanawia jak schudnąć i nie może sobie sama dać rady to polecam Wam stronę dobrydietetyk.pl - link. Ja jem teraz zdrowo i smacznie - mój Mężuś twierdzi, że to były najlepiej wydane moje pieniądze, bo teraz ma pyszniutkie jedzenie :D A co najważniejsze - nie chodzę głodna jak na innych dietach, tylko jestem syta, a do słodyczy mnie prawie wcale nie ciągnie - czekolada sobie leży i wafelki też i wogóle mnie nie kuszą. Bo chęć na słodkości zaspokajam owocami :) Chce mi się ciasta z jabłkami, ale na to mam właśnie jeden dzień słodki w tygodniu :D No i chodzę sobie na spacery po 30 min trzy razy w tygodniu - nie robię nic wbrew sobie, nie zmuszam się do niczego. Do rozpiski jedzenia też nie podchodzę sztywno - zamieniam sobie posiłki wg książeczki zamienników, albo mniej więcej "na oko" - byle za bardzo nie przekroczyć kaloryczności, czyli np. zamiast jabłka zjadam dwie morele. Jedzenia nie ważę - przy większości składników podane są "przeliczniki" dostępne w każdym domu - szklanka, łyżka, łyżeczka, a jeśli są podane w gramach to porcję określam "na oko". No i chudnę! :D

No a skoro są zmiany w moim życiu, to zmieniłam też wygląd bloga :) I zgłosiłam się do konkursu na Najbardziej Twórczo Zakręcony Blog - a co! :D - link
A teraz odnośnie mojej letniej wymianki - ja już mam paczuszki gotowe - jeszcze tylko muszę zrobić zdjęcia i spakować i pewnie w przyszłym tygodniu wyślę. A jak tam u Was dziewczyny?
dekupagekinii 
Elunia
Agata Fleszar
kgosia
Sarenka
Etoile
Anetta

piątek, 24 lipca 2015

Imieniny Pani Krystyny :)

Ja też wysłałam karteczkę i malutkie "conieco " dla mamy naszej blogowej koleżanki i najbardziej pomysłowej organizatorki różnego typu zabaw blogowych - Lidki :) - link
Oto co poleciało do solenizantki :)


No a teraz zmykam, bo będę za chwilę miała gości :) Przyjeżdżają moi Rodzice i Siostra, bo w niedzielę mam imieniny i postanowili mi zrobić prezent :D U nas nadal upały, że nie ma czym oddychać, a zeszłotygodniowe nawałnice zerwały nam pół dachu z wiaty - czekam na Pana z PZU do oceny szkód. Dobrze, że na wiacie, a nie na domu, ale na drugi dzień - w niedzielę jak przyszła kolejna burza to okropnie się bałam - na szczęście ominęło na bokiem. To do napisania - może po niedzieli coś znów mi się uda wrzucić - Siostrzyczka moja ma zostać na parę dni to może będę miała ciut więcej czasu, bo mi się zajmie Maluchem :D Buziaki :)))

środa, 22 lipca 2015

Czasopismo "Igłą Malowane" nr 4/2015

Listonosz przyniósł mi wczoraj nowy numer czasopisma "Igłą Malowane" :)
Muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z zawartości tego numeru. Najbardziej zainteresowały mnie strony dotyczące haftu wstążeczkowego - są opisy krok po kroku jak wykonać niektóre elementy, np. koszyczek, płatki kwiatów. W dodatku numer zawiera aż dwa wzory, które można wyhaftować wstążeczkami. Zaciekawiły mnie też możliwości jakie daje połączenie kilku technik w jednej pracy.
Mam tylko jedną uwagę - przy ptakach są 3 rysunki ze ściegami użytymi do wyszycia obrazka, ale trochę trzeba się domyślać o co chodzi, bo nie ma dokładnego opisu i to bym ulepszyła :)  No chyba że ja taka niekumata jestem :D
Z innych ciekawostek wpadły mi w oko wzory witrażowe, które można haftować nie tylko krzyżykami, ale też haftem koralikowym i dywanowym. Chętnie poczytałabym więcej o hafcie dywanowym oraz o innych mniej znanych haftach. A haftu koralikowego zawsze chciałam się nauczyć, bo jest cudny - można to zobaczyć na przykładzie maków witrażowych prezentowanych w gazecie - efekt jest naprawdę niesamowity :) Tylko że ja do nauki potrzebuję przewodnika z czytelnym opisem i zdjęciami "krok po kroku" i wypisanymi potrzebnymi materiałami - tak jak to jest w tym numerze zrobione z nauką krzyżyków - może nauka koralików będzie w kolejnym numerze za dwa miesiące :)
I odnośnie tego co pisałam wyżej - w tym numerze znaleźć można proste wzory, które wyhaftują nawet dzieci i kilka stron jest poświęconych króciutko właśnie podstawom haftu krzyżykowego.
Z kolei dla zaawansowanych hafciarek znajdą się wielkoformatowe wzory związane z Afryką i letnim klimatem, który kojarzy się z łanami zbóż i czerwonymi kwiatami maków pośród nich. Wogóle w numerze jest sporo makowych wzorów i z pewnością sięgnę po któryś z nich :) I tu też mam małą sugestię, bo moim zdaniem lepiej byłoby umieścić naukę/kurs na początku numeru, no i ułożyłabym prace z każdej techniki obok siebie - czyli np. najpierw wszystkie hafty krzyżykowe, później wstążeczkowe itd. Bo tak to musiałam "skakać" od ptaków do makowej pani, żeby sobie pooglądać dobrze te ściegi wstążeczkowe :)
 Bardzo fajne jest to, że można znaleźć cenne wskazówki do pracy :) A dodatkowo przy każdej pracy mamy podane kody np. wstążeczek albo całych zestawów do kupienia.
 A żeby nie robić bałaganu i zamieszania we wzorach to wszystkie gotowe zestawy do kupienia znajdują się na końcu pisma wraz z cenami - i bardzo fajnie, bo nie lubię jak mam tylko ofertę "bezcenną" - a tu wszystko jasno i na temat :) I w dodatku różne zestawy można sobie wybrać - w zależności co potrzebujemy: czy cały zestaw z mulinami lub jak ktoś ma zapasy mulin w domu to może sobie kupić tylko kanwę z nadrukiem :)
Także zawartość gazetki bardzo na plus - najfajniejsze jest to, że zarówno początkujący jak i bardziej zaawansowani rękodzielnicy zajmujący się haftowaniem znajdą coś dla siebie w tym numerze. No i super, że są nie tylko wzory krzyżykowe, ale też wstążeczkowe i koralikowe :) Więc jak najbardziej polecam ten numer kochane hafciarki :)

wtorek, 21 lipca 2015

Uszyłam ochraniaczo-zabawiacz do łóżeczka :)

W sumie nie uszyłam go do ochrony Malucha, a raczej dla ochrony moich przydasiów :) Bo ochraniacz zasłania mu widok na moją pracownię, no i dzięki niemu - mam nadzieję - nic mi nie sięgnie jak już będzie na tyle sprytny, żeby zacząć myszkować :)
 Mój ochraniacz jest w dodatku interaktywny :)
Ufo ma fajne tasiemki do chwytania i jak się uda dosięgnąć to do ciumkania :D 


Ta "szybka" jest z gładziutkiego materiału, który ma całkiem inną fakturę niż futerko/niebo i daje inne bodźce sensoryczne :)

Astronauta ma szeleszczące całe ciało, przy czym każde wypchane trochę innym rodzajem szelestu :D A jego głowa się kręci dookoła - niestety musiałam ją na razie zdemontować, bo Maluch ją wyciągał całkiem, a nie chcę żeby czasem trafiła do jego dzióbka :)


Rakieta ma zamontowane małe lustereczko, a silniki mają w środku dzwoneczki i są na tyle ruchome, że dzwonią mi nawet jak chcę Malucha przykryć kołderką po cichutku :D
Ufoludek miał ruchome różki, ale też je źle skonstruowałam, bo Mały tak mocno szarpał te rogi, że drucik, na którym były zamocowane wysunął się i Maluch się udrapnął... Więc musiałam zdemontować i już nie były ruchome... A później urwał pompona i zaczął go konsumować, więc musiałam czułki zdemontować całkowicie... Ale kończyny nadal sterczą do ciągnięcia :)


No i słoneczko, które piszczy po naduszeniu, bo to piszcząca zabawka obszyta filcowym kształtem promieni :)

I jak Wam się podoba? Napracowałam się jak nie wiem, ale jestem z siebie megadumna :)

Aha - ochraniacz szyłam już w kwietniu, ale nie było czasu go pokazać :) Ale maszyna już działa - zgodnie z Waszymi radami kupiłam sam pedał :D Ale będę musiała jednak dać ją do regulacji - niech już będzie całkiem sprawna :) A mój bajzel wzbudził ogromne zainteresowanie :D Powiem Wam tak - w sumie dobrze mi się w tym - jak to niektórzy ładnie określili - "artystycznym nieładzie" pracuje - naprawdę wiem gdzie co mam :D A po każdym sprzątaniu wszystkiego szukam :) Może trochę ogarnięcia czasem by się przydało - i posprzątam jak skończę to co mam teraz pozaczynane i jak znajdę więcej niż godzinkę czasu do zagospodarowania przy moich dwóch smykach :D

I zgłaszam ochraniacz do zabawy u Diany :) link

czwartek, 16 lipca 2015

Mój bałagan - tylko dla ludzi o mocnych nerwach :D

U fąfę był do 15 lipca konkurs na najbardziej nieogarniętą pracownię i postanowiłam wysłać zdjęcia swojej :) link
No i wygrałam ten konkurs :D Chociaż to akurat chyba nie jest powód do zadowolenia, bo to znaczy że mam megabajzel :D
Ja robię generalny porządek jak już się naprawdę nie mam gdzie ruszyć - i to jest u mnie właśnie teraz ten stan - trzebaby posprzątać :D
zdjęcie miotły stąd

Pamiętacie jak robiłam Candy, w którym prosiłam o rady dotyczące organizacji? No to teraz możecie zobaczyć dlaczego mi to było koniecznie potrzebne :D


Zwykle wiem gdzie co mam w tym bajzlu i najgorsze są pierwsze dnie po posprzątaniu - wtedy mam porządek, ale wciąż czegoś szukam :D A bałagan robi mi się szybko, bo za dużo chcę... Myślę sobie - o zrobię to! I wyciągam potrzebne koraliki. Za chwilę mam pomysł na coś innego - wyciągam serwetki, a koraliki przekładam na bok. Muszę zrobić kartkę - wyciągam potrzebne papiery, dziurkacze, skrapki - a serwetki przesuwam obok, bo przecież jak skończę kartki to tamto będę kończyć... Ale wpada mi do głowy nowy pomysł i znów wszystko przesuwam, no bo po co mam to chować jak zaraz mi będzie potrzebne? :D A z tego "zaraz" robi się tydzień, dwa, miesiąc... Na biurku już miejsca nie ma do pracy, no to trzeba posprzątać :D No i sprzątam też jak muszę coś uszyć, bo nie mam gdzie postawić maszyny :D Także robię milion rzeczy na raz i stąd ten bajzel :) Chciałabym jakoś nad tym zapanować, bo czasem mnie ten bajzel wkurza, no i lubię mieć porządek -czemu te obrazki przeczą :D Na razie udało mi się wprowadzić zasadę - dosyć kupowania - tzn. kupuję tylko koniecznie niezbędne rzeczy typu klej, farbka itp. Żadnych innych dupereli na razie nie kupuję, bo chcę zużyć to co mam, a mam tego tyle, że chyba mi starczy do końca życia :D No i tak sobie myślę - jest  jeszcze jedna przyczyna takiego stanu rzeczy - tworzę po prostu w zbyt wielu dziedzinach, ale to też mi się normuje, bo chciałam po prostu wszystkiego spróbować -wiem na pewno, że z drutami, sutaszem i bidingiem mi nie po drodze. Biżuterii też już raczej nie będę robić - chociaż od tego się zaczęła moja przygoda z rękodziełem, ale mam tyle narobionych kolczyków, że nie mam co z nimi zrobić, a kupców jakoś brak :) Poza tym jak wszystkie moje drogie rękodzielniczki wiecie, ciężko sprzedać rękodzieło, bo ludzie są przyzwyczajeni do taniej chińszczyzny i rękodzieło jest im za drogie. No a przecież to wcale nie są na ogół wygórowane ceny - te wszystkie potrzebne przedmioty do zdobienia, media, narzędzia, już nie mówiąc o robociźnie... to kosztuje! Wiem że niektórym się udało i potrafią z rękodzieła wyżyć, ale są to nieliczne przypadki potwierdzające regułę :) Także tworzę bo lubię, a moimi wytworami obdarowuję najczęściej najbliższych. Dobra wystarczy tych przemyśleń, bo od bałaganu przeszłam na wyższy poziom przemyśleń metafizycznych :D No a bajzel pomału ogarnę i zużyję swoje przydasie, ale mam tylko dwie ręce, więc może to trochę potrwać :)

wtorek, 14 lipca 2015

Prezenty :)

Ostatnio dostałam kilka pięknych prezentów, więc wypadałoby się pochwalić :)
Pierwszy był śliczny misiu w balonie i serwetki od Ani Makuch - link
Trochę się na niego naczekałam, ale sama wiem jak to jest nieraz z czasem, a najważniejsze że jest :) Ania robiąc go myślała o moim Maluchu, co to już ma pół roku :) Ale mój Starszak jak zobaczył ten balon z misiek w środku, to aż zapiszczał z radości i misiu dumnie "lata" w jego pokoju pod sufitem :) Maluch oczywiście nie będzie poszkodowany, bo jak podrośnie, to będą zamieszkiwać ten pokój wspólnie :) A dla mamy Ania przysłała piękne serwetki, bo widziała, jak mnie wciągnęło deku :D Dziękuję jeszcze raz Aniu :)

Kolejny prezent to super paczuszka z przydasiami i skrapkami od Gio - link
Wygrałam u niej Candy i oto co do mnie przyleciało - dziękuję pięknie Asiu :)
 A ostatni z podarków dostałam od mojej Kuzynki, która też ma dwóch synów :) To jest córka mojej Mamy brata - mojego Chrzestnego. No i też tworzy różności :) Tak a'propos to niedawno Diana na swoim blogu - link - pytała "Rękodzieło - a po co Ci to?" i pozwolę sobie wkleić komentarz jaki u niej zostawiłam:
a ja mam szczęście :) pochodzę z rękodzielniczej rodziny - mój Dziadek był z zawodu krawcem, Babcia szyje, robi na drutach i na szydełku, jej wszystkie 3 córki - w tym moja Mama też - a to szyją, szydełkują lub robią na drutach, a Mama dodatkowo czasami robi jakieś wianki albo inne tworki. Od strony Taty moja Babcia też robiła na drutach i szydełku, a Dziadek i Tata bardziej techniczne sprawy - np. z Dziadkiem jako nastolatka zrobiłam półkę i ramkę na haft krzyżykowy, do którego kanwę z nadrukiem kupiła mnie i rodzeństwu Mama :) Tata sam zrobił dla mnie i Brata krzesełka :) No także miałam po kim odziedziczyć talenty różnorakie :D no i z młodszego pokolenia działam twórczo ja, moja Siostra i dwie kuzynki. Dlatego nikt mnie nie pytał "a po co to robisz?", raczej dopingują, uczą i pytają jak coś zrobiłam :) Jedynie czasem się dziwią w rodzinie od strony mojego Męża - pewnie się zastanawiają jakie jeszcze talenty we mnie drzemią :D ale tam też podchodzą do tego raczej pozytywnie, że każdy ma jakieś hobby, no i bardzo się cieszą z prezentów ręcznie wykonanych :) Siostra mojego Męża nie raz już mnie pytała czemu nie sprzedaję gdzieś swoich dzieł, nie założę biznesu, ale to nie jest takie hop-siup jak ona sobie myśli... ja sama się nad tym kiedyś zastanawiałam, ale chyba nie mam zmysłu biznesowego :) a poza tym tak jak piszą dziewczyny rękodzieło jest drogą sztuką - pewnie, że są dziedziny w których się da rozkręcić jakiś mały interes, ale ja np. tworzę w tak wielu dziedzinach, że trudno byłoby mi zająć się tylko jedną techniką. Dlatego teraz traktuję moje tworki wyłącznie jako hobby i formę relaksu - robię to bo po prostu lubię :) No i jak mi się jedna dziedzina znudzi to biorę się za inną :) Pewnie że jak jest potrzeba to się działa - np. teraz będę szykować zaproszenia na ślub kuzynki, ale nie wyobrażam sobie zafiksować się tylko na kartkach, albo tylko na szyciu, bo by mi bokiem wyszło tak w kółko i w kółko robić jedno :D No i jeszcze co do dzieci - owszem są czasożerne :D ale wiele rzeczy można robić razem - co dziecku daje niesamowitą frajdę, albo chociaż obok - tak jak u Ciebie - Ty szyjesz, a Ala bawi się obok :) a to jest myślę dla dziecka najfajniejsze - że mama jest razem z nim w domu :)

A tu już mój prezent -  z którego się baaardzo ucieszyłam, bo niedosyć że robiony ręcznie z myślą o mnie, to jeszcze jest to jedna z pozycji na mojej liście "do zrobienia" :D
 Tam u góry jest słoiczek, do którego się wkłada tilajty i super efekt jest wieczorem jak się ta latarnia świeci :)