Dzisiaj prezentuję elegancki czarny płaszczyk w komplecie z kozaczkami i torebką:
Jowita w takim eleganckim wydaniu bardzo mi się podoba, mimo że za scenkami nie przepadam :)
Sukienka to też moje dzieło :)
Post powinien być wcześniej, ale miałam fazę na wielkie porządki w weekend, więc wcale do kompa nie zaglądałam, bo byłam wypompowana po prostu i na nic nie miałam siły - w sobotę moje dziecko w związku z tym poszło spać brudne :D bo ani ja, ani Mężuś nie mieliśmy siły iść go umyć, a poza tym zasnął na siedząco w fotelu :) Za to w niedzielę wykąpał się za wszystkie czasy - w wannie pełnej wody i piany :D
A mnie wzięło na wspominki... W tamtym tygodniu miałam jakąś wściekliznę przez kilka dni, a teraz mam nostalgiczny nastrój. Moja Siostra i Mama twierdzą, że to burza hormonów - no może....
Najgorzej, bo przypomniał mi się mój Chłopak z liceum.
Był to pierwszy chłopak z którym byłam dłużej - bo przed nim wszystkie moje "związki" kończyły się po 2 miesiącach chodzenia (nawet myślałam, że wisi nade mną jakieś fatum :).
A z nim byłam prawie rok.
Był w klasie niżej, ale że ja jestem z listopada, a on był -o ile mnie po tylu latach pamięć nie myli- z lutego, więc w sumie dzieliło nas tylko kilka miesięcy.
Poznaliśmy się przez mojego Brata, bo Chłopak obracał się w tych samych punkowo-metalowych klimatach, które i mnie też były bliskie. Miał dłuższe włosy i fajnie się ubierał :)
No i romantycznie zaczęliśmy chodzić ze sobą od mojej 18-stkowej imprezy :)
Pisywał do mnie słodkie sms-y, widywaliśmy się codziennie w LO i czasem po szkole przychodził też do mnie - na drugim końcu miasta, a później musiał wracać taki kawał z buta, żeby zdążyć na autobus, bo dojeżdżał z pobliskiej wioski.
Poznaliśmy -siłą rzeczy będąc tyle czasu ze sobą- swoje rodziny i myślę, że gdyby życie ułożyło się trochę inaczej, to z nim przeżyłabym swój pierwszy raz :D
No ale po maturze nie dostałam się na studia do Poznania i w wyniku drugiego naboru udało mi się dostać na studia na drugim końcu Polski... ale bardzo chciałam studiować i nie widziałam innej możliwości niż tam pojechać.
Już jak tylko się tam dostałam wiedziałam, że nasz związek nie przetrwa takiej odległości. I niestety miałam rację...
To było straaaasznie daleko od moich rodzinnych stron i choćbyśmy chcieli to nie było możliwości ani fizycznych, ani tym bardziej finansowych żeby spotkać się chociaż raz na 2 tygodnie (bo myślę, że być może tyle by wystarczyło, żeby nasz związek przetrwał).
Wprawdzie pisywaliśmy ze sobą mnóstwo sms-ów, ale wiadomo, że to nie to samo....
No i zerwałam z nim po chyba 2 miesiącach rozłąki...
Musiałam to zrobić...
I wiedziałam, że im szybciej to zrobię tym lepiej dla nas obojga - bo ja musiałam skupić się na studiach, a on był w klasie maturalnej...
Chciałam mu powiedzieć osobiście, ale nie było możliwości i napisałam mu okropnie długie sms-y.
Nie chciałam, żeby było mu przykro, ale wiadomo jak to jest w takich sytuacjach...
Starałam się przekazać mu, że to nie jego wina i tak dalej - czy mi się to udało - chyba raczej tak, bo spotkaliśmy się po jakimś czasie na dworcu PKP i bardzo miło mnie przywitał, przytulił, zamienił parę zdań...
W sumie mam z nim nawet teraz jakiś tam kontakt - mam go w znajomych na FB, ale on nie jest zbyt aktywnym użytkownikiem, no a poza tym co niby miałabym mu napisać?
Ale wiem od jego siostry, że bardzo przeżył nasze zerwanie...
Wiem, że jakoś ułożył sobie życie, że ma dwie córeczki-bliźniaczki, no i tyle...
Ja też mam poukładane życie - mam Męża, Synusia i Drugiego w drodze, mam swój dom i chyba jestem szczęśliwa...
I tylko nie wiem co mnie tak wzięło na wspominki.... Przecież to było 9 lat temu...