Jakbym miała mało na głowie to zgodziłam się być też prezesem naszego KGW. Bo jak nie ja to by nie było komu i wcale by u nas koło nie powstało, a przecież szły za tym pieniądze....
Oczywiście próbowałam coś tam działać, chociaż znając moich ludzi wiedziałam jak to będzie wyglądać. Ale mimo wszystko miałam nadzieję. No i niestety po zorganizowaniu 2 warsztatów dałam sobie spokój. Jedyne co zostało, bo cieszy się zainteresowaniem to Dzień Kobiet. Na ostatni- tuż przed pandemią przygotowałam dla każdej pani kolczyki.
Raz wystawiłyśmy też stoisko na dożynkach. Ale przygotowaniem razem ze mną zajęło się może ze 3 dziewczyny. Więc był to pierwszy i ostatni raz:
Mogłabym tyle zrobić.... Ale nie ma z kim...
Mogłabym tyle zrobić.... Ale nie ma z kim...
Na wyjazdy zapisuje się około 15 osób - w porywach 20. I nie mam komu tego przekazać. A zamknąć sprawę nie jest tak łatwo, więc na razie to ciągnę... Tak się wyżaliłam więc do napisania :)
Wszyscy chcieliby korzystać z różnych dóbr, ale czasem nie ma komu ich wykonać/przygotować. Znam to.
OdpowiedzUsuńTaa, "weźmy i zróbcie" znam też z kół gospodyń miejskich. Współczuję. :*
OdpowiedzUsuńPodziwiam Cię że Ci się chciało. Tak to już bywa większość by chciała korzystać nic z siebie nie dając, a czasem nawet jak się coś zorganizuje to chętnych brak !!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Szkoda, że taki potencjał się marnuje.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
Szkoda bo pomysł dobry i mogłybyście świetnie się bawić. Uściski Mireczko:)
OdpowiedzUsuń