Takie mi mój Synuś wymyśla zadania - już szyłam mu Minionka, Pana Gru, a później przyszedł czas na zwierzęta - pierwszy był słoń - można go sobie dokładnie obejrzeć
tutaj. Synuś wymyślił sobie że ma mieć 4 nogi, a nie dwie, bo: "Mamo przecież słoń ma 4 nogi!". No a nie miałam wtedy pomysłu jak uszyć go inaczej - nowy słoń dla mojego Chrześniaka na 2 urodziny był o niebo lepszy- ale zaraz do tego wrócę :)
Po słoniu przyszedł czas na nosorożca, którego teraz też bym ładniej uszyła :) A wygląda tak (nie wiem dlaczego mi obraca to zdjęcie....):
Tu razem z wymienionym wcześniej słoniem:
No a kolejny był lew - w sumie Starszak mówił: "Uszyj wla" :D Trochę mi nie wyszedł, bo mu nogi nie w tą stronę co trzeba przyszyłam (ale już mi się nie chciało poprawiać więc zostawiłam tak jak jest) i Mężuś stwierdził, że to foka, a Szwagier był jeszcze lepszy i powiedział, że to lew morski xD
I sowa dla Kuzynki w wieku mojego Starszaka - zdjęcie z lampą i bez:
Mega mi się podobają jej oczy, ale ciężko było je dobrze uchwycić na zdjęciu, dlatego będzie dużo zdjęć :)
No i znów mi obróciło fotkę...
A teraz rzeczony Pan Słoń dla Chrześniaka - jestem z niego naprawdę dumna - a jak sobie wycinałam to myślałam: "A tam co wyjdzie to wyjdzie - jakby co mam dużo tego materiału..." :D
I tu w porównaniu ze słonikiem mojego Synusia - jak dla mnie niebo i ziemia :D


No i wreszcie udało mi się podziałać w ogrodzie :D Jestem dzisiaj zmęczona jak nie wiem, ale szczęśliwa :) Potrzebna mi była taka mocno fizyczna wyczerpująca praca, bo miałam za dużo zmartwień ostatnio... Na krótki weekend pojechaliśmy do Teściowej i to był bardzo zły pomysł, bo Starszak był nie do końca zdrowy - już od 27 kwietnia nie był w przedszkolu, bo kaszlał i posmarkiwał, no a u Teściowej dostał gorączki... Ja też się rozłożyłam właśnie u niej - w nocy mnie tak telepało że myślałam, że zamarznę... Mężuś z katarem już drugi tydzień chodzi - chyba jakaś alergia czy co... A najgorsze, że Maluszka tym razem choróbsko nie ominęło... Ma bardzo zatkany nosek i pokasłuje co chwilę, co go w nocy wybudza i mnie przy okazji - przedwczoraj chodziłam jak zombie... Byłam z nim we wtorek u lekarza i ma czyste gardełko i płuca też, a zaś doszedł kaszel, więc w czwartek znów pojechałam i nadal czysto... Może to też jakaś alergia? No i jakby tego było mało to ma też problemy z brzuszkiem - ostatnio nie robił kupki przez 5 dni, więc mu dałam czopek glicerynowy i narobił w 3 pampersy - ale byłam z tej kupy szczęśliwa :D Później zrobił w poniedziałek dwa razy i w środę i znów nie robi - dzisiaj 3 doby, więc dałam mu laktulozę którą lekarka zaleciła i mam nadzieję, że zrobi do jutra kupkę. A co najdziwniejsze, że to niby zatwardzenie jest, a kupka rzadka... Martwię się więc i katarem i kupą. Może to od tego, że zaczełam mu podawać trochę stałych pokarmów - a to chrupkę kukurydzianą, a to trochę jabłuszka i biszkopcika, no i chciałam przechodzić na butlę, ale on nie ma zamiaru jeść sztucznego - wogóle nie chce pić nic z butelki - nawet wody ani herbatki, ani nawet mojego mleka odciągniętego... Może jak się wychoruje to zmieni zdanie... Ah z tymi dzieciami....